Moje dziecko śpi. Tuląc ją i bujając na rękach, wyobrażałam sobie, jak delikatnie odkładam ją do łóżeczka, cicho zamykam drzwi i biegnę na kanapę, aby zatopić się w poduszkach i byle jak rzucić na siebie kołdrę. Że samo zmrużenie oczu pozwoli mi na przejście w fazę REM, tak przynajmniej na kwadrans, z maksymalnie trzeba dobudzeniami. Ciepłą buźkę i rozlewające się na rękach ciałko odłożyłam między białe szczebelki łóżeczka. Coś na koniec mruknęła, jakby chciała, żebym jeszcze chwilę przy niej pobyła, popatrzyła, jak powoli otwierają jej się usta, a ślinka zaczyna pojawiać się w ich kącikach. Główka przechyliła się w stronę ściany, przytuliła do siebie pluszowego konika, dając tym samym znać, że ma swojego opiekuna, rumaka, na którym pogna ku snom. Zamknęłam delikatnie za sobą drzwi i znów to samo wrażenie, że przecież szkoda tego wieczoru na tak szybkie zniknięcie pod kołdrą. Przecież wreszcie możemy na spokojnie usiąść, zgarniając nogą zabawki zajmujące każdy metr kwadratowy podłogi. Szkoda tych audycji, bo w środowe wieczory można usłyszeć dobre, mądre głosy i taką samą muzykę. I szkoda tego dnia, który coraz dłuższy, pomimo, że nasze sny mogą się nie nałożyć na siebie. Jest pięknie, cicho, bałaganiarsko i spokojnie. W takich warunkach nie można po prostu zasnąć.
środa, 27 kwietnia 2016
sobota, 2 kwietnia 2016
Słońce
Im więcej się u nas dzieje, tym mniej piszę. Wynika to pewnie z chęci poukładania sobie niepoukładanego, przywyknięcia do nowego, przeskoczenia przeszkód i unikania pisania o tym, co kłuje w bok. W tym momencie, gdy rozłupuję fistaszki, popijając je czymś, co udaje alkohol, wszystko gra. Jest sen, nie ma płaczu, jest czas i spokój. Co będzie za godzinę - nie wiem, ale mając dziecko nauczyłam się określać tu-i-teraz. Planowało to się w przeszłości, teraz się żyje tym co bieżące.
Słońce jest, czekam jeszcze tylko na ciepełko (podobno przyszły tydzień!) by zrzucić czapki, kurtki, ciepłe obuwie zamienić na coś lekkiego.
poniedziałek, 1 lutego 2016
Wózkownia - wrocławska perełka
Jedną ze wspaniałych inicjatyw tworzonych we Wrocławiu jest Wózkownia. Podczas urlopu macierzyńskiego spędziłam wiele czwartków bujając wózek, stąpają z nóżki na nóżkę z R. w chuście, później nosząc ją w Tuli, by w końcu z radością obserwować, jak bawi się z innymi dziećmi. Kino Nowe Horyzonty zadbało o mamy - nie tylko nie są wykluczone z życia kulturalnego, ale także wraz z dzieckiem mogą spędzić aktywnie czas w świetnej atmosferze.
Wiek dziecka nie jest ważny, choć w regulaminie jest wzmianka, że zapraszane są dzieci do 3. roku życia. Dźwięk filmu przyciszony, światło nie do końca zgaszone. Mama z wózkiem, nosidełkiem, chustą - obojętnie, stawia się w czwartek o godzinie 11.00 w KNH. Kupuje bilet za 12 złotych, dziecko oczywiście za free. Jedzie windą na pierwsze piętro, skręca w prawo, namierza salę numer 4. Może się rozgościć, rozpakować ze wszystkich warstw siebie i dziecko, pójść po kawę lub herbatę - dostępne bezpłatnie przed salą, specjalnie dla mam - ok, dla tatusiów, choć ich mniejszość, również. Wszystko po to, żeby było sympatycznie, bez nabijania kasy na każdym kroku, bez wyciskania jak cytryny portfela młodych rodziców, którzy po prostu chcą wyjść z domu. 12 złotych, ot co.
Pierwszy raz wybrałyśmy się na Wózkownię, jak R. miała trzy miesiące. I przez kolejne trzy kwartały dbałyśmy o regularność w tej kwestii. Jedna z najwspanialszych inicjatyw, jakie potkały mnie podczas intensywnych poszukiwań zajęć poza domem, które można podjąć mając maleńkie dziecko.
Bez reklam i przeciągania struny - przed projekcją prezentowane są jedynie zwiastuny dwóch filmów, które w kolejnych dwóch tygodniach będzie można zobaczyć.
Na sali mnóstwo zabawek - swoich nie przynosimy, zaginą w akcji. Tablica, namiocik, stolik, krzesełka, maty, sortery. Dwie młode i sympatyczne dziewczyny, które zajmują się maluchami, zabawiają je, rzucą okiem, byś mogła mieć chwilę dla siebie. Przewijak. A jeśli moje płaczące dziecko będzie komuś przeszkadzać? Wolne żarty. Bez spiny, jak płaczą, to sieciowo. Oby więcej takich miejsc, takich zjawisk. Oby więcej czasu na takie przyjemności.
Mam nadzieję, że pomimo końca macierzyńskiego, uda nam się jeszcze pójść do kina na Wózkownię. Choćbyśmy miały obie zrobić sobie wagary i wyrwać się na babskie przedpołudnie.
Tort
Tort miał być ładny i smaczny - czyli standardowe kryteria, które - jak się okazało - nie są tak proste do spełnienia. Ale udało się. Każdemu, kto szuka słodkości na specjalną okazję, z czystym sercem mogę polecić cukiernię Furtak. Sezon na ptaszki i "pipipi" trwa.
sobota, 30 stycznia 2016
Family cafe
Sobota zaowocowała wyprawą do kolejnego fajnego miejsca dla małych i dużych. Nowy punkt na gastronomicznej mapie Wrocławia - Family cafe - każdemu członkowi naszej niewielkiej eskapady przypadł do gustu. R. mogła swobodnie raczkować po całej kawiarni (w sumie chyba nawet restauracji, bo można tam zjeść lunch czy obiad), na miejscu przygotowano dwa kąciki dla dzieci - na parterze miejsce dostosowane do raczkujących pociech, na piętrze - plac dla większych. Dużo zabawek, pchacze, klocki, bujaki, akcesoria dla lalek - bardzo na plus.
Dodatkowo na piętrze istnieje możliwość zarezerwowania stolików na imprezę dla dzieci czy spotkanie w większym gronie. Bardzo ładny, nowoczesny wystrój, zdrowa kuchnia, miła obsługa - świetna ozdoba nowego osiedla na południu Wrocławia.
My wypiliśmy pyszne capuccino, zjedliśmy tartę na słodko z domowymi lodami. Autobusy podjeżdżają prawie pod drzwi. Wrócimy tam, na pewno.
Adres: Krzycka 83/1c, obok Skarbowców, Wrocław.
czwartek, 28 stycznia 2016
Niepotrzebnie
Czasem - czasem często - walczę ze swoimi nerwami, agresją wobec wszystkiego, wkurwem swego rodzaju. Wszystko siedzi w głowie, wszystko siedzi w głowie. Czasem - czasem często - sama się nakręcam, widzę świat w ciemnych barwach, pesymistycznie patrzę w przyszłość na drobiazgi - a to przecież one budują nam dni.
Czasem często zapominam, że można spokojnie, z uśmiechem, bez przyspieszonego rytmu serca, zaciskania zębów, rozdrapywania małych ranek w akcie rozmyślania. Podobno może być - to wszystko “czasem często” powodem braku snu, przemęczenia i czegoś tam, gdy człowiek nie ma kiedy wywalić się brzuszkiem do góry i pomarzyć, że wspina się na jakąś fantastyczną górę, wdychając świeże powietrze. Zapominam, że teraz mogę marzyć jeszcze więcej, bardziej, skupiam się na jakichś durnych błahostkach i roztrząsam jakieś idiotyzmy.
Kiedyś byłam delikatna, ciągle uśmiechnięta, wszystko brałam pozytywnie. Chyba jak człowiek ma za dużo dobrego, zamiast się cieszyć, zaczyna fiksować. A tu przecież wiosnę czuć, czas wrócić do siebie, poukładać myśli, nie planować zbyt wiele i pozwolić życiu biec własnym tempem, niech prowadzi nas w tym tańcu.
Czasem często zapominam, że można spokojnie, z uśmiechem, bez przyspieszonego rytmu serca, zaciskania zębów, rozdrapywania małych ranek w akcie rozmyślania. Podobno może być - to wszystko “czasem często” powodem braku snu, przemęczenia i czegoś tam, gdy człowiek nie ma kiedy wywalić się brzuszkiem do góry i pomarzyć, że wspina się na jakąś fantastyczną górę, wdychając świeże powietrze. Zapominam, że teraz mogę marzyć jeszcze więcej, bardziej, skupiam się na jakichś durnych błahostkach i roztrząsam jakieś idiotyzmy.
Kiedyś byłam delikatna, ciągle uśmiechnięta, wszystko brałam pozytywnie. Chyba jak człowiek ma za dużo dobrego, zamiast się cieszyć, zaczyna fiksować. A tu przecież wiosnę czuć, czas wrócić do siebie, poukładać myśli, nie planować zbyt wiele i pozwolić życiu biec własnym tempem, niech prowadzi nas w tym tańcu.
środa, 27 stycznia 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)








